


o Meli...
Link 03.09.2008 :: 18:12 Komentuj (2)
ja na chwilę przez te lata nie zwątpiłam, jesteś drogą którą idę
Od kilku dni Mela zawładnęła moim odtwarzaczem. W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że jej się udało. Zaczyna koncertować, już teraz zdarzy mi się ją usłyszeć w radio jadąc samochodem. Dzień, w którym się poznałyśmy pamiętam jakby te ostatnie 2 lata wcale nie miały miejsca.
Jest pierwszy dzień naszego studenckiego życia. Wyrolowana przez instytucję pojawiam się na zajęciach z opóźnieniem co dodatkowo wzmaga przewracanie się flaków w żołądku. Staram się zagadywać do siedzących wokół mnie osób, ale próżno szukać śladu kogokolwiek z mojego kierunku. Jeszcze nie wiem, że blondynka siedząca za mną przysłuchuje się wszystkiemu i tylko czeka na chwilę przerwy żeby nawiązać rozmowę. Okazuje się, że Mela ma ten sam problem, przedstawia mi siedząca nieopodal niej Olkę poznaną przed wykładem. Trzy "sieroty" postanawiają trzymać się razem. Wychodzimy na patio, rozmawiamy jakbyśmy znały się sto lat.
Jeszcze nie wiem, że jestem z nas trojga najmłodsza. Naiwnie sądząc, że wszyscy zaczynają studia zaraz po maturze ciągnę: "bo w naszym wieku...". Dziewczyny patrzą po sobie wymownie. Okazuje się, że Mela jest 2 lata starsza, a Ola 5. Trochę mnie to peszy, bo nagle zdaję sobie sprawę, że pewnie liznęły już trochę życia (w podobnym okresie obie wyjechały za granicę) i więcej będą miały do gadania ze sobą niż ze mną. Rezygnujemy z dalszych zajęć spędzając je na plotkowaniu , opowiadamy o sobie, życiu, marzeniach. Może rozumiemy się tak dobrze, bo każda z nas jest przyjezdna, każda zostawiła swoje korzenie i zaczęła nowy etap zupełnie samotnie. Do domu wracam z poczuciem wewnętrznego zadowolenia z pierwszego dnia roku. Jeszcze nie wiem, że niebawem Malwina zostanie przeniesiona do innej grupy, co zaowocuje rozbiciem naszej trójki. Będziemy się widzieć kilka razy w roku, bo M. szybko znajdzie pracę i szkoła stanie się miejscem, w którym rzadko bywa.
Jednak przez te 2 lata więź nie słabnie. Nieistotne czy spotkam ją w przelocie na korytarzu, na kawie przy automacie, ona wciąż pamięta moje słowa wypowiedziane tamtego popołudnia. Wie o co zapytać, czego unikać, widać że zawsze była moim życiem szczerze zainteresowana. Kiedy nie mogę usłyszeć jej głosu w telefonie, bo właściwie dzwoni coraz rzadziej, nakładam słuchawki i nie mogę wyjść z podziwu dla dziewczyny, która z uporem wierzyła w przyszłość lirycznej piosenki i znalazła siłę żeby sięgać po swoje marzenia. Taki ktoś to prawdziwy skarb.
nie wolno ci się bać, wszystko ma swój czas
Ty jesteś początkiem do każdego celu
czy mijanie w zgodzie uratuje mnie? dziś wiem...
Malwina Koteluk - Działać bez działania
http://www.myspace.com/malwinakoteluk
początki początków
Link 07.08.2008 :: 13:21 Komentuj (1)
Nad morzem wszystko staje się o połowę lżejsze. Przyanajmniej na tyle żeby każdy oddech nie wywoływał bólu przypominającego skrobanie szczotką do butelek po tchawicy, każdy zna taki ból. Są rzeczy, w które stale wierzy się, że ulegną zmianie jak np. kontakty z własną rodzina, a które tak naprawde nigdy nie poddają się temu jak chcielibyśmy je widzieć. Moja rodzina już od kilku lat znajduje się w jednym człowieku. Zawsze uważałam, że to niebezpieczne, bo gdyby coś się zmieniło w naszym układzie rozpadłabym się na milion kawałków bez podpory. Tylko ten kto naprawdę mnie zna, wie jak można być jednocześnie twardą i agresywną na zewnątrz, a kompletnie złamaną i słabą w środku. To wszystko ze strachu. Nigdy się do tego nie przyznaje. Ponad wszystko na świecie nienawidzę okazywać swojej słabości, bo chociaż jest ona rzeczą która czyni mnie ludzką, jest także cechą z która nie potrafię funkcjonować i nie wiem czy będę potrafiła.
Moje dziecko nigdy nie będzie się bało o swój dom. Moje dziecko będzie wiedziało, że je kocham. Moje dziecko będzie mogło spełniać swoje marzenia i nie usłyszy, że są głupie i bezwartościowe. Moje dziecko będzie mogło oddychać jak człowiek.
Nigdy nie mogłabym skazać kogoś, kogo los jest w moich rękach na to bolesne drapanie tchwicy.
Chwilę później pomiędzy motylami
Link 30.07.2008 :: 15:16 Komentuj (1)
Przepis na życie jest bardzo prosty. W założeniu. Wszystko komplikuje się kiedy żyjesz w kraju gdzie nie możesz z optymizmem patrzeć w przyszłość bo wiesz, że jeśli będziesz jakimś cudem robić to co lubisz to najprawdopodobniej będziesz przy tym głodować. Są miasta, w których ruch nie zamiera, podobnie jak licho czające się w zakamarkach ciemnych ulic. Zawsze podstępne i gotowe, łypiące zdradziecko okiem tylko czeka na to żeby podstawić ci nogę i upewnić się czy aby na pewno polecisz na pysk. Duże miasto jest jak czekolada, które pięknie opakowana najpierw sprawia że się ślinisz a zaraz potem stajesz rozczarowany bo tu za słodkie, za różowe, bo nie tego oczekiwałeś od życia.
Brak czasu na spojrzenie w niebo, dostrzeżenie rozwijających się kwiatów, brak możliwości ucieczki. Dokądkolwiek, byle z dala od ludzi. A mnie do szczęścia potrzeba Ciebie i małego żółtego pokoju z biurkiem przy oknie. Natchnienia należy poszukiwać nie tylko w swoim życiu wewnętrznym, ale w rzeczywistości ‘gdzieś poza’, która (przy odrobinie szczęścia) słoneczna i spokojna wypełni pokój światłem i sprawi że bardzo będzie się chciało na spacer po tym kraju iść, to bardzo ważne. Przepis na życie jest bardzo prosty.
Rzeczywistość, która nie zachwyca staje się nagle do zniesienia.
Chwilę później pomiędzy motylami, poczujesz motyle...
one last goodbye
Link 25.07.2008 :: 21:34 Komentuj (5)
Słońce powoli zatapiało się w łanach zbóż. Pamiętam jakby to było wczoraj. Ich głosy szarpiące powietrze darły ten zachód na strzępy, by zaraz potem w smutku pogrążyć naszą trójkę samotnych wędrowców. Z perspektywy czasu zaczyna do mnie dochodzić jak ważna była ta więź między nami. Czas bezceremonialnie obszedł się z nią jak z więdnącym kwiatem. Chociaż dziś stoję przy boku tego, którego wybrałam On dalej będzie w moich myślach.
atmosfera tego wieczoru
i mężczyźni, których kochałam
chmury bure, chmury burzowe
Link 20.07.2008 :: 23:10 Komentuj (0)
Mam dziś ochotę na herbatę, słodką i mdlącą. W czasie kiedy woda dochodzi w czajniku może uda mi się zebrać myśli. Czuję się tak cholernie bezużyteczna. Mijają godziny jedna, druga, trzecia. On tam gdzieś daleko, bawi się i korzysta z danego mu czasu, a ja... ja załamuję ręce. Po głowie krążą myśli o praktykach, które powinnam załatwić, o robocie za którą pomału powinnam się rozglądać, ostatni rok przede mną. Co będzie potem? Gdzie się zatrzymam? Czym zajmę się kiedy szkoła przestanie być moim usprawiedliwieniem na wypełnianie czasu? Jak zorganizuję ten wyjazd, jak przetrzymam kolejną awanturę, aż wreszcie jak spakuję całe swoje życie do walizek tak żeby nigdy więcej tu po nic nie wracać. Za dużo tych pytań, nie ma śladu odpowiedzi. Potrafię tylko zanurzyć się w tekstach i odwracać myśli, a później brać długie kąpiele i czekać...
... co dla kogoś o tak wybuchowym charakterze staje się powoli nie do zniesienia.
Wakacje
Link 11.07.2007 :: 00:39 Komentuj (1)
Plaża.
Morze.
Wolnosć.
Ten ostatni dzień w Warszawie. Taki szczęsliwy. Usmiech rozjasniajacy cała twarz. Jestes wspaniałym człowiekiem. Rzeczywiscie dajesz kopa w dobrym kierunku :).
Zielone mysli niech chłodza Was wszystkich. Odpoczywajcie.
Powracam w sierpniu.
drogowskazy
Link 03.07.2007 :: 01:16 Komentuj (3)
Fragment wywiadu dla GALI z Agnieszka Chylinska
„...Prawda była taka, że oboje z Krzysztofem próbowalismy wskrzesić jakies resztki uczuc, udawac, że jest tak, jak było na poczatku.
GALA: Jak można tak zrobić?
A.C.: Nie wiem, kogo chciałam ta sytuacja uratować czy uszczęsliwić? Na pewno nie siebie. Byłam trzezwa (smiech), przez co to było jeszcze bardziej koszmarne. Bogaty slub. Konfetti się sypało. Tym konfetti i kryształowymi żyrandolami chciałam zabić brak miłosci. Piękna suknia chciałam zadeptać strach.
GALA: Bałas się samotnosci?
A.C.: Balam się stracic opiekuna, bo już wiedziałam, że Marek takim opiekunem nie będzie. Ale okazało się, że mogę żyć bez tej funkcji. Zle postrzegałam miłosc. Wydawało mi się, że jesli już ktos cię kocha, cały czas wypisuje ci usprawiedliwienie z życia. Jak się cos złego dzieje, to Krzysztof mnie obroni, tata mnie obroni, Skawiński mnie obroni. Marek szybko wybił mi to z głowy.
GALA: Marek to facet do końca życia?
A.C.: Oj, bałabym się tak mówić. Ludzie się zmieniaja. Dzis jestem szczęsliwa. Choć musiałam spokornieć. Powsciagnać zazdrosć. Nie mysleć, że jak wychodzi do kolegi, idzie do burdelu. Picasso powiedział do jednej ze swoich kolejnych żon: "Potraktujmy nasza miłosć jak skrzydła motyla. Nie łapmy ich zbyt często, bo przestanie latać. Straci lekkosć, zniszczymy go".”
Warto potraktować miłosć jak skrzydła motyla. Zwłaszcza kiedy w twoim życiu pojawia się ponad trzydziestoletni facet. Uklada w glowie na tyle by nie pozwolic sie zakochac, ale uswiadomic, ze wciaz jestes kobieta i mozesz byc niezalezna. Nie mozesz sie bac. A suknie ktora wisi na wieszaku powinnas odlozyc bez zalu w sercu ze odwieszasz na kolek szczescie. Nauczyc sie kochac od nowa. Dowiedziec sie co znaczy kochac. Oto cel.
To prawda, ze przestalam pisac w dniu, w ktorym zaczelam byc szczesliwa. Kiedy czlowiek jest szczesliwy to nie potrzebuje przelewac uczuc na papier, a swoja miloscia do zycia chcialby zarazic caly swiat. Takie rzeczy predzej czy pozniej sie koncza.
Prawda jest taka, że slonce nas wtedy zabija, a te wszystkie melancholijne piosenki, na które za dnia nie zwracamy uwagi nagle zaczynaja cos dla nas znaczyc.
Ten blog nie musi byc optymistyczny. Wystarczy, ze bedzie szczery.
Było, minęło...
Archiwum
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec